keyboard_arrow_rightkeyboard_arrow_left
Który grzech popełniasz w swoim marketingu?
Czekanie na klienta i nieśmiałość
- Masz ofertę, ale kontakt zaczyna się dopiero wtedy, kiedy klient sam napisze albo zadzwoni? Czekanie na klienta jest pierwszym z pięciu grzechów omawianych w szkoleniu.
- Nieśmiałość w sprzedaży szczególnie daje o sobie znać wtedy, gdy trzeba podejść, zadzwonić albo po prostu zaproponować zakup. W materiale pojawia się prosty trening oparty na powtarzalności, który pomaga oswoić takie sytuacje.
- Schemat KU-P-MI pomaga rozróżnić trzy role w procesie zakupu: osobę, która chce kupić, osobę, która płaci i osobę, która faktycznie korzysta z produktu.
- Czasem komunikat nie trafia dlatego, że mówisz do niewłaściwej osoby. Kto chce, kto płaci, a kto używa? Odpowiedź może całkowicie zmienić sposób przedstawienia tej samej oferty.
Zdziwienie ostrą reakcją i brak celu
- Klient może powiedzieć, że oferta jest beznadziejna, za droga albo kompletnie nie dla niego. Ostra reakcja jednej osoby nie mówi jeszcze, że produkt albo cały pomysł nie mają sensu.
- „To nie dla mnie” bywa po prostu informacją, że trafiłeś do osoby spoza swojej grupy. Problem zaczyna się wtedy, gdy po jednej takiej reakcji wycofujesz ofertę albo zmieniasz kierunek.
- Brak celu marketingowego widać między innymi w próbie promowania wszystkiego naraz. Im mniej wiadomo, kto dokładnie ma kupić, tym trudniej stworzyć jasny komunikat.
- Czasem wystarczy powiedzieć wprost: „ten produkt jest dla osób, które…”. Część rynku odpadnie, ale właściwy odbiorca dużo szybciej rozpozna, że mówisz właśnie do niego.
Jednorazowe zrywy i grzech śmiertelny
- Jedna reklama, jeden mailing, jeden film i cisza. Jednorazowe zrywy sprawiają, że łatwo uznać marketing za nieskuteczny, zanim klient zdąży dobrze poznać ofertę.
- Punkty styku to kolejne okazje do kontaktu z tym samym komunikatem. Strona, e-mail, telefon, social media czy spotkanie mogą pracować razem zamiast być pojedynczymi, oderwanymi akcjami.
- W materiale pojawiają się przykłady kampanii, które kosztowały sporo i prawie nic nie przyniosły. Sam wydatek na reklamę nie zastępuje dopasowania miejsca, odbiorcy i komunikatu.
- Grzech śmiertelny marketingu to próba dogodzenia wszystkim. Im mocniej starasz się stworzyć ofertę dla całego rynku, tym łatwiej stracić wyrazistość potrzebną tym klientom, których naprawdę chcesz zdobyć.