keyboard_arrow_rightkeyboard_arrow_left
Marka, odwaga, rzemiosło
Marka, zanim masz produkt
- Login to brand, nie imię - ten sam na wszystkich platformach, sprawdzony pod wymowę (jeśli obcy nie potrafi go zapisać ze słuchu, nie działa) i pod wyjście poza Polskę. Z przypadkiem „Sweet Cargo": nazwa plus rytuał, czyli kierowca zjadający po każdym kursie babeczkę z logo, i z niczego powstaje powtarzalny format treści.
- Markę buduj wokół siebie, nie wokół firmy - pracownicy, wspólnicy i partnerzy odchodzą, z Tobą zostajesz tylko Ty. Z kryterium wyboru branży, które rozstrzyga to raz na zawsze: czy Twoja obecność realnie zmienia wynik.
- Realny koszt czasu, odliczony z licznika telefonu: 18,7 godziny w siedem dni, 47% całego czasu na telefonie - plus drugie tyle na przygotowanie. Z krzywą zniechęcenia i z opisem momentu, w którym to przestaje tyle kosztować.
- Pierwszy realny cel zamiast gonienia zasięgu: tysiąc osób oglądających Cię codziennie, z tego sto płacących po sto złotych miesięcznie. Do tego zasada, która zdejmuje presję liczb: lepiej 500 fanów płacących niż milion, którzy nie płacą.
- Łańcuch poleceń rozpisany krok po kroku - książka wręczona rozpoznawalnej osobie, jej publiczna wzmianka, kolejne polecenie dalej, i wzrost z tysiąca do sześciu tysięcy obserwujących. Z warunkiem koniecznym, o którym wszyscy zapominają: najpierw miej coś wartościowego. Plus sposób negocjowania kupna cudzego zasięgu: ile kosztuje, jakie macie średnie otwarcia, ile sprzedało się przy podobnym produkcie.
- Cały ten blok jest nagrany na przykładzie kanału budowanego od zera w 2016 roku - mechanika ówczesnej aplikacji się zestarzała, ale rachunki, kolejność kroków i błędy są policzone na żywym przypadku, łącznie z tym nazwanym „błędem na kilka milionów złotych": wszyscy fani mieli być na cudzym profilu zamiast na własnej stronie.
Z minusa w plus
- „To nie są niedoskonałości, to są gotowce" - zdanie powtórzone przy kilku uczestnikach: akcent regionalny, rumieniec, jąkanie, „yyy". Z proporcją 95/5: 95% pracy nad problemem, żeby go nie utrwalać, i 5% świadomego zrobienia z niego własnej formuły.
- Piracki marketing na konkretnym przypadku - uczestnik z zezem, plastikowy hak i czarna opaska na oko. Mechanizm rozpisany w trzech krokach: najpierw szok, potem przyzwyczajenie, potem klienci sami tego oczekują. Trik może być mentalny, fabularny albo fizyczny.
- Metafora ściany - przed nauką widzisz przed sobą dziesięciometrowy mur, po pokazaniu, jak to zrobić, okazuje się, że to było 0,1 metra. Z drugą częścią, o której nikt nie mówi: ludzie zapominają, że przeszli level, a kolejne są dopiero przed nimi.
- Jak zacząć, kiedy nie masz jeszcze własnego produktu: promuj innych. Trzy powody, dla których to działa, łącznie z najmniej oczywistym - w ten sposób wychowujesz sobie przyszłych reklamodawców, którzy po jakimś czasie sami przychodzą i pytają o cenę.
- Zacznij od dziury na rynku - z wzorcowym przykładem szukania niszy (tydzień researchu, znajomość realnych problemów grupy, pięć haseł w wyszukiwarce, w pół roku kanał ze stu filmami) i z zasadą, która ustawia relacje z większymi graczami: uzupełniaj ich ofertę, zamiast z nimi konkurować, i nigdy nie stawiaj klienta przed wyborem „albo on, albo Ty".
- Twoja własna ocena materiału jest niewiarygodna - film odłożony jako „za ostry" przeleżał rok i zebrał ponad dwa miliony wyświetleń. Plus dwie rzeczy do poprawienia od zaraz: patrz w obiektyw, nie na ekran, i przestań mówić z okiem na wskaźniku czasu, bo przez niego ucinasz sobie koniec zdania.
Prezencja i rzemiosło
- Osobny moduł o stylu i prezencji prowadzi Kasia Wawrzyniak, stylistka: siedem sekund pierwszego wrażenia i sześć rzeczy do zrobienia przed nagraniem - pora dnia dobrana pod siebie, znajomość własnych reakcji na jedzenie, wyspanie, puder także dla mężczyzn (chusteczkę przyłóż na kilkanaście sekund, nie trzyj; matowa twarz ułatwia autofocus) i dwie-trzy PEŁNE stylizacje przygotowane wcześniej, z butami i paskiem, bo nie wiesz, w jakim humorze wstaniesz.
- Rozpraszacz nie musi być brzydki, wystarczy, że jest ciekawy - przypadek uczestniczki, która zobaczyła u prelegenta tatuaż sowy, uruchomił się jej ciąg skojarzeń i do końca wystąpienia nie dotarło do niej nic. Do tego „ubrany kontra przebrany", proporcje sylwetki mierzone szerokością barków zamiast obwodu i błędy wyłapane na żywo: pasek w kolorze butów, biały napis przyciągający wzrok mocniej niż twarz, podkoszulek wybijający się spod koszuli.
- Trema i ćwiczenie, które faktycznie działa: mów do osoby w lustrze i patrz sobie w oczy przez pięć minut, a poziom wyżej - z telefonem nagrywającym za plecami. Plus dwie strategie wyglądu do świadomego wyboru: ubierz się jak Twoja grupa docelowa albo licz się z tym, że część odbiorców odpadnie.
- Dykcja i improwizacja w module prowadzonym przez aktora: pięciominutowa rozgrzewka z ostukiwaniem rezonatorów, struktura historii z puentą, zasada „bądź oczywisty" (Twoja oczywistość jest cudzym odkryciem) i wyjaśnienie, dlaczego własny głos brzmi obco - innych słyszysz drogą powietrzną, siebie kostną.
- Sprzęt, światło i dźwięk z konkretnymi cenami: balans bieli od zera (żarówka 3200 K, świetlówka biurowa 4000 K, lampa fotograficzna 5500 K), softbox z prześcieradła i blenda z kartonu za zero złotych, schematy oświetlenia z kontrą, mikrofon krawatowy od 60 zł, rekorder kieszonkowy 300-400 zł i końcówka za 5 zł, która robi statyw pod telefon z dowolnego statywu.
- Montaż i to, co decyduje o obejrzeniu: cięcie wypowiedzi maskowane przebitką, dźwięk ustawiony na -6 dB, napisy, muzyka bez ryzyka roszczeń, miniatura z fotki zamiast klatki filmu, trzy sposoby na tytuł i „parszywa szóstka" najczęstszych błędów, w której punkt pierwszy brzmi: nie nagranie niczego.