Stand Speak Show Like a PRO!

Dwudniowe warsztaty

keyboard_arrow_rightkeyboard_arrow_left
397,00 zł
Brutto
Wariant :
Ilość

Nagranie VOD, 12 godz. 58 min

STAND SPEAK SHOW LIKE A PRO!

Jak zbudować markę na nagraniach z telefonu, kiedy nie masz jeszcze produktu, budżetu ani widowni. Piracki marketing i proporcja 95/5 - jak zamienić własną wadę w znak rozpoznawczy, którego klienci sami zaczną od Ciebie oczekiwać.

Marka, odwaga, rzemiosło

Marka, zanim masz produkt

  • Login to brand, nie imię - ten sam na wszystkich platformach, sprawdzony pod wymowę (jeśli obcy nie potrafi go zapisać ze słuchu, nie działa) i pod wyjście poza Polskę. Z przypadkiem „Sweet Cargo": nazwa plus rytuał, czyli kierowca zjadający po każdym kursie babeczkę z logo, i z niczego powstaje powtarzalny format treści.
  • Markę buduj wokół siebie, nie wokół firmy - pracownicy, wspólnicy i partnerzy odchodzą, z Tobą zostajesz tylko Ty. Z kryterium wyboru branży, które rozstrzyga to raz na zawsze: czy Twoja obecność realnie zmienia wynik.
  • Realny koszt czasu, odliczony z licznika telefonu: 18,7 godziny w siedem dni, 47% całego czasu na telefonie - plus drugie tyle na przygotowanie. Z krzywą zniechęcenia i z opisem momentu, w którym to przestaje tyle kosztować.
  • Pierwszy realny cel zamiast gonienia zasięgu: tysiąc osób oglądających Cię codziennie, z tego sto płacących po sto złotych miesięcznie. Do tego zasada, która zdejmuje presję liczb: lepiej 500 fanów płacących niż milion, którzy nie płacą.
  • Łańcuch poleceń rozpisany krok po kroku - książka wręczona rozpoznawalnej osobie, jej publiczna wzmianka, kolejne polecenie dalej, i wzrost z tysiąca do sześciu tysięcy obserwujących. Z warunkiem koniecznym, o którym wszyscy zapominają: najpierw miej coś wartościowego. Plus sposób negocjowania kupna cudzego zasięgu: ile kosztuje, jakie macie średnie otwarcia, ile sprzedało się przy podobnym produkcie.
  • Cały ten blok jest nagrany na przykładzie kanału budowanego od zera w 2016 roku - mechanika ówczesnej aplikacji się zestarzała, ale rachunki, kolejność kroków i błędy są policzone na żywym przypadku, łącznie z tym nazwanym „błędem na kilka milionów złotych": wszyscy fani mieli być na cudzym profilu zamiast na własnej stronie.
  • „To nie są niedoskonałości, to są gotowce" - zdanie powtórzone przy kilku uczestnikach: akcent regionalny, rumieniec, jąkanie, „yyy". Z proporcją 95/5: 95% pracy nad problemem, żeby go nie utrwalać, i 5% świadomego zrobienia z niego własnej formuły.
  • Piracki marketing na konkretnym przypadku - uczestnik z zezem, plastikowy hak i czarna opaska na oko. Mechanizm rozpisany w trzech krokach: najpierw szok, potem przyzwyczajenie, potem klienci sami tego oczekują. Trik może być mentalny, fabularny albo fizyczny.
  • Metafora ściany - przed nauką widzisz przed sobą dziesięciometrowy mur, po pokazaniu, jak to zrobić, okazuje się, że to było 0,1 metra. Z drugą częścią, o której nikt nie mówi: ludzie zapominają, że przeszli level, a kolejne są dopiero przed nimi.
  • Jak zacząć, kiedy nie masz jeszcze własnego produktu: promuj innych. Trzy powody, dla których to działa, łącznie z najmniej oczywistym - w ten sposób wychowujesz sobie przyszłych reklamodawców, którzy po jakimś czasie sami przychodzą i pytają o cenę.
  • Zacznij od dziury na rynku - z wzorcowym przykładem szukania niszy (tydzień researchu, znajomość realnych problemów grupy, pięć haseł w wyszukiwarce, w pół roku kanał ze stu filmami) i z zasadą, która ustawia relacje z większymi graczami: uzupełniaj ich ofertę, zamiast z nimi konkurować, i nigdy nie stawiaj klienta przed wyborem „albo on, albo Ty".
  • Twoja własna ocena materiału jest niewiarygodna - film odłożony jako „za ostry" przeleżał rok i zebrał ponad dwa miliony wyświetleń. Plus dwie rzeczy do poprawienia od zaraz: patrz w obiektyw, nie na ekran, i przestań mówić z okiem na wskaźniku czasu, bo przez niego ucinasz sobie koniec zdania.
  • Osobny moduł o stylu i prezencji prowadzi Kasia Wawrzyniak, stylistka: siedem sekund pierwszego wrażenia i sześć rzeczy do zrobienia przed nagraniem - pora dnia dobrana pod siebie, znajomość własnych reakcji na jedzenie, wyspanie, puder także dla mężczyzn (chusteczkę przyłóż na kilkanaście sekund, nie trzyj; matowa twarz ułatwia autofocus) i dwie-trzy PEŁNE stylizacje przygotowane wcześniej, z butami i paskiem, bo nie wiesz, w jakim humorze wstaniesz.
  • Rozpraszacz nie musi być brzydki, wystarczy, że jest ciekawy - przypadek uczestniczki, która zobaczyła u prelegenta tatuaż sowy, uruchomił się jej ciąg skojarzeń i do końca wystąpienia nie dotarło do niej nic. Do tego „ubrany kontra przebrany", proporcje sylwetki mierzone szerokością barków zamiast obwodu i błędy wyłapane na żywo: pasek w kolorze butów, biały napis przyciągający wzrok mocniej niż twarz, podkoszulek wybijający się spod koszuli.
  • Trema i ćwiczenie, które faktycznie działa: mów do osoby w lustrze i patrz sobie w oczy przez pięć minut, a poziom wyżej - z telefonem nagrywającym za plecami. Plus dwie strategie wyglądu do świadomego wyboru: ubierz się jak Twoja grupa docelowa albo licz się z tym, że część odbiorców odpadnie.
  • Dykcja i improwizacja w module prowadzonym przez aktora: pięciominutowa rozgrzewka z ostukiwaniem rezonatorów, struktura historii z puentą, zasada „bądź oczywisty" (Twoja oczywistość jest cudzym odkryciem) i wyjaśnienie, dlaczego własny głos brzmi obco - innych słyszysz drogą powietrzną, siebie kostną.
  • Sprzęt, światło i dźwięk z konkretnymi cenami: balans bieli od zera (żarówka 3200 K, świetlówka biurowa 4000 K, lampa fotograficzna 5500 K), softbox z prześcieradła i blenda z kartonu za zero złotych, schematy oświetlenia z kontrą, mikrofon krawatowy od 60 zł, rekorder kieszonkowy 300-400 zł i końcówka za 5 zł, która robi statyw pod telefon z dowolnego statywu.
  • Montaż i to, co decyduje o obejrzeniu: cięcie wypowiedzi maskowane przebitką, dźwięk ustawiony na -6 dB, napisy, muzyka bez ryzyka roszczeń, miniatura z fotki zamiast klatki filmu, trzy sposoby na tytuł i „parszywa szóstka" najczęstszych błędów, w której punkt pierwszy brzmi: nie nagranie niczego.

Na czym się zacinasz

Kupiłeś kamerę, mikrofon, może i lampy - i nie nagrałeś ani jednego materiału. Na sali siedzi uczestnik, który opisuje dokładnie to, i dostaje odpowiedź krótszą, niż się spodziewasz: „nic nie musisz robić. Po prostu nagrywaj". Z metaforą ściany, która tłumaczy, dlaczego wyglądało to na dziesięciometrowy mur, i ze zdaniem domykającym cały warsztat: najgorsze filmy to filmy nienakręcone.

Sprzedajesz coś, co trudno pokazać: dokumenty, usługi, elewacje, ubezpieczenia. Osobny blok odpowiada wprost na pytanie z sali „jak zamienić mało sexy temat w show" - z przyznaniem, że autor sam latami uważał, że najlepiej ma branża fitness, bo tam jest przed i po. Dostajesz metodę „zderzenia światów": udostępniasz swoje miejsce albo realizację ludziom z zupełnie innej branży, oni tworzą własne treści, a Twój produkt ląduje w tle setek cudzych zdjęć.

Masz co pokazać, tylko nikt tego nie ogląda i nic z tego nie wynika. Dostajesz realistyczny pierwszy cel zamiast gonienia zasięgu (tysiąc osób dziennie, z tego sto płacących po sto złotych miesięcznie), sposób czytania spadków oglądalności w serii (500 → 496 → 492 to norma, 500 → 400 → 100 to alarm) oraz twardy dowód na to, że lajki kłamią: materiał, który dotarł do 700 osób, zebrał niecałe 200 polubień, czyli zobaczyło go ponad trzy razy więcej ludzi, niż zareagowało.